Wtorek, 20 sierpnia 2019. Imieniny Bernarda, Sabiny, Samuela

Mieszkańcy mają dość. Będą walczyć o swoje

2018-08-06 18:00:00 (ost. akt: 2018-08-06 18:36:38)

Autor zdjęcia: mat. prywatne

Ferma Sikory to spółka, którą mieszkańcy Sikor Juskich znoszą od lat. Trwa procedura administracyjna mająca pozwolić spółce rozszerzyć działalność. Jak się okazuje po analizie dokumentów, spółka niekoniecznie gra fair.

Sikory Juskie to spokojna, malownicza wieś w gminie Stare Juchy. Kilka lat temu, jeśli się z czymś zmagała, to były to typowe dla małej miejscowości problemy — a to śmieci przy jeziorze, a to nieutwardzona droga. Wszystko się zmieniło. W 2012 roku powstała spółka Ferma Sikory Sp. z o.o. z siedzibą w Łomży. W halach oddalonych o nieco ponad kilometr od domów spółka hoduje drób. Jest to działalność na gigantyczną skalę, co ma wpływ i na mieszkańców, i na przyrodę w promieniu kilometrów od hal. Smród taki, że wieczorami ciężko otworzyć okno, jeżdżące po gminnych drogach ciężarówki pełne zwierząt, rozsiewanie pomiotu oddziałującego na pobliskie jezioro Łaśmiady i torfowisko — to tylko niektóre problemy, które wylicza społeczność Sikor.

Mieszkańcy obawiają się, że ma być jeszcze gorzej, bo spółka planuje rozszerzyć działalność. Złożyła już do gminy Stare Juchy wniosek o wydanie decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych. Chce zgody na prowadzenie 300 tysięcy brojlerów kurzych. Mieszkańcy stanowczo protestują przeciwko modernizacji fermy. Spotkali się w sobotę 28 lipca z wójt Starych Juch, Ewą Jurkowską-Kawałko.

Jak się okazuje, przedsiębiorca może mieć wiele za uszami. Niepokój rośnie, kiedy spojrzy się w dokumenty i skonfrontuje się je z tym, co mówią mieszkańcy Sikor Juskich. Ferma Sikory Według sprawozdania finansowego dostępnego w KRS, w 2017 roku zarobiła na chowie 16 mln 814 tys. złotych. Ferma ma pozwolenie zintegrowane na chów indyków na skalę niecałych 850 DJP (duża jednostka przeliczeniowa - umowna jednostka liczebności zwierząt hodowlanych). Tymczasem według planowych kontroli dokumentów przeprowadzanych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska 9 i 23 kwietnia, tylko 20 lutego obsada kurników wynosiła 265 tysięcy sztuk zwierząt, a więc 1062 DJP, co zdecydowanie przekracza normy. Jak się okazuje, przedsiębiorca nie chowa indyków, ale kurczaki, a w tym przypadku zupełnie inaczej oblicza się DJP. Dowodem na to może być bilans finansowy spółki, w którym deklaruje ona, że w 2017 roku wyprodukowała ponad 5 milionów kilogramów brojlerów kurzych, nie indyczych. Dowodem jest też pismo (sygn. G/I/7041.2.6.2018AT) WIOŚ-u do jednego z mieszkańców, w którym w kontekście obliczania DJP pojawia się cyfra 0,004 (dot. kurczaków), nie zaś 0,024 (dot. indyków).

W wyniku przeprowadzonej kontroli WIOŚ zastosował art. 365 ust. 1 ustawy o ochronie środowiska, a więc w drodze decyzji wstrzymał użytkowanie instalacji eksploatowanej bez wymaganego pozwolenia zintegrowanego. Ale przedsiębiorca użytkowania nie zatrzymał. Złożył wniosek o nowe pozwolenie zintegrowane, modernizację fermy na cele produkcji kurczaków i rozszerzenie działalności (formalnie, w rzeczywistości tylko o zatwierdzenie istniejącego stanu faktycznego). To wstrzymało nakaz WIOŚ, a ferma kurczaki dalej chowa. W chwili pisania artykułu (01.08) kurniki stoją puste, ale zgodnie z zapowiedzią spółki, uzupełnienie stanu zwierząt zaplanowane jest na czwartek (02.08).

Inną jeszcze kwestią jest oddziaływanie fermy na środowisko. Otóż w pozwoleniu zintegrowanym (tym, które spółka już ma) oraz w tym, o które spółka się ubiega, są obliczenia na jakiej powierzchni należy rozsiewać pomiot ptasi. Dla 300 tysięcy sztuk brojlerów (1200 DJP) potrzeba ponad 1200 hektarów. We wniosku spółka oświadcza, że ma tytuł prawny do 1218 hektarów. W Sikorach ferma ma 111 hektarów ziemi, a w gminie Kolno 3,5 hektara. Gdzie jest w takim razie reszta gruntów? W oświadczeniach spółki takiego wykazu znaleźć nie mogliśmy. Na dodatek mieszkańcy wskazują, że hektary ziemi w Sikorach zostały przez fermę zdrenowane, co jest zakazane bez wymaganych zezwoleń. A rozrzucanie kurzego pomiotu w świetle przepisów jest zakazane aż do minięcia 12 miesięcy od zakończeniu drenowania.

Jak to wszystko działa na środowisko?

— Oddychamy zatrutym powietrzem z amoniakiem, pobliskie torfowisko w którym mnóstwo jest roślin pod ochroną jest zanieczyszczane, a do jeziora Łaśmiady, jednego z najpiękniejszych akwenów w regionie, stale spływają związki chemiczne z kurzego pomiotu — mówi nam w rozmowie jeden z mieszkańców Sikor Juskich. — Na dodatek smród jest nie do wytrzymania.

Jak zapewniała na sobotnim spotkaniu wójt Ewa Jurkowska Kawałko, urzędnicy grają z mieszkańcami do jednej bramki. Już teraz zwrócili się do spółki o uzupełnienie dokumentów i wykazanie, czy wniosek o wydanie decyzji o uwarunkowaniach dotyczy inwestycji już przeprowadzonej, czy dopiero planowanej. Jak zapewniali mieszkańcy, odpowiednie zawiadomienia trafią także do sanepidu, inspektora weterynarii oraz nadzoru budowlanego. W sprawę angażuje się też Towarzystwo Aktywności Społecznej Mazury Garbate, które w podobnych sprawach występowało już w obronie mieszkańców i przyrody. Jedna z mieszkanek Sikor wynajęła też kancelarię prawną, która będzie miała za zadanie podważyć raport o oddziaływaniu na środowisko złożony przez spółkę. Wójt gminy poprosiła mieszkańców, aby składali wnioski o uznanie ich za strony w postępowaniu administracyjnym i wyraziła wdzięczność za każdy argument, którym będzie mogła się posłużyć, aby zatrzymać inwestycję.

http://m.wm.pl/2018/08/orig/38709928-240995786527274-1245331866328760320-n-485429.jpg

Spotkanie mieszkańców z wójt Ewą Jurkowską-Kawałko.

Rozmawialiśmy z prezesem spółki, Adamem Pietruszyńskim. Przedsiębiorca twierdzi, że zapachy nie pochodzą z fermy, a z innych gospodarstw w okolicy.

— Od ponad tygodnia na fermie nie ma kurczaków, a zapach we wsi, nawet na fermie, jest dzisiaj (01.08 - red.) nie do wytrzymania. Logiczne jest, że jeśli od tygodnia nic z fermie nie pracuje, to zapachy nie pochodzą od nas. Ale nawet jak kurczaki są, to nimi po prostu nie śmierdzi. Dookoła są rolnicy, hodowcy bydła i świń. Wylewają gnojowicę na pola, a jest teraz taki okres, że śmierdzi na całą okolicę, w tym na wsie i fermę — powiedział Adam Pietruszyński i zaprosił nas do osobistego odwiedzenia fermy. — Podkreślam, że zapachy nie pochodzą z naszej fermy, zastosowane są tam najnowocześniejsze rozwiązania uniemożliwiające takie efekty — ogrzewanie podłogowe, klimatyzacja, filtry. Oskarża się mnie też, że truję mieszkańców i atmosferę. Nic z tych rzeczy, pomiot kurzy którego od nas jest tyle co nic, jest w postaci torfu, który orzemy natychmiast po rozsypaniu. Nęka mnie teraz nadzór budowlany, a ja przecież niczego nie próbuję tam zbudować.

Prezes Pietruszyński przyznał natomiast, że od długiego czasu na fermie są kurczaki, nie indyki.

Prezes Fermy Sikory: Tak, na fermie chowamy brojlery kurze. Złożenie przez nas wniosku (o wydanie decyzji o uwarunkowaniach -red.) to efekt tego, że chcieliśmy zatwierdzić stan faktyczny tak, aby wszystko było zgodne z literą prawa. Mnie się za to karze, mimo że składam raporty, mam regularne kontrole, jestem na świeczniku. A rolnicy w okolicy, nawet ci z bardzo dużymi gospodarstwami, nie składają żadnych wniosków, nie mają kontroli i śpią spokojnie. Polecam mieszańcom, aby doszli kto tak naprawdę smrodzi całą okolicę.


Prezes twierdzi więc, że wniosek o nowe zintegrowane pozwolenie złożył z dbałości o zgodność stanu faktycznego z dokumentami. Na pytanie czy przypadkiem nie złożył wniosku po kontroli WIOŚ wykazującej nieprawidłowości odpowiada, że nie, bo te wnioski na czas kontroli były już złożone (z naszych informacji wynika, że zostały złożone 11 czerwca, a kontrola była w kwietniu).

Do sprawy fermy wrócimy po wydaniu decyzji przez gminę.

Kamil Mróz

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (18) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Łaśmiada #2555917 | 5.172.*.* 15 sie 2018 11:33

    Mamy prawo do czystego powietrza i czystej wody. Hodowcy bezczelnie łamią prawo, a władza na to patrzy przez palce. Robiąc tak, także łamie prawo.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. dronek #2552171 | 46.151.*.* 9 sie 2018 08:43

    obecna władza obiecała ustawę odorową i jakoś po trzech latach nie widać

    Ocena komentarza: warty uwagi (11) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. tutejszy #2552161 | 5.172.*.* 9 sie 2018 08:31

    Na forum Gazet Współczesnej dla Ełku jest wątek sprzed kilku lat "Biogazownia w Stradunach". Warto sobie poczytać - odświeżyć pamięć lub dowiedzieć się nowego. "Bohaterem" tamtej inicjatywy był również wspomniany tutaj prezes.

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Czarny Larsen #2552070 | 37.47.*.* 8 sie 2018 23:23

    Ten kurzy prezes ewidentnie kręci - działa metodą faktów dokonanych, przebudowywuje, powiększa fermę, a potem występuje o zmianę w dokumentacji, aby dokumenty zgadzały się ze stanem faktycznym. Nie dziwię się mieszkańcom, że średnio im się podoba wizja inhalacji kurzym łajnem.

    Ocena komentarza: warty uwagi (15) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. ufoludek #2551712 | 77.253.*.* 8 sie 2018 12:41

      Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. A kurczaczek z rożna pychotka.A mleczko,serek i twarożek mniam mniam.A bułeczka z szyneczką smakowita. To wszystko produkują ufoludki na księżycu . Ci wszyscy oponenci nawet zielska nie powinni jeść ,bo to też rośnie na oborniku.

      Pokaż wszystkie komentarze (18)

      Zagraj w GRY.wm.pl

      • Goodgame Empire
      • Goodgame Big Farm
      • Goodgame Poker
      • Shadow Kings - The Dark Ages